Obudziłam się o 7.00 id od razu wpełzłam do łazienki. Umyłam twarz i wzięłam prysznic.
M: Co chcesz na sniadanie?
- Jajecznicę
-Ok., za chwilę zejdź na dół.
- Dobra.
Ubrałam rybaczki, obcisły czarny tshirt z napisem ,,want to be my boyfriend? Yes, No i
czarne balerinki. Zeszłam na dół na sniadanie, gdzie była też Nicole.
M: Smacznego.
- Dziękujemy.
Nicole do szkoły miała nie daleko, bo na tym samym osiedlu. Mnie się tam nie chciało zmieniać szkoły tylko z tego względu.
Zjadłam, napisał się jeszcze szklanki soku pomarańczowego i popełzłam do łazienki.
Nałożyłam podkład, podkreśliłam oczy eye- linerem i umalowałam rzęsy. Mój tata zawiózł mnie dzisiaj pod sama szkołe, bo później niż wczoraj jechał do roboty. Pod szkołą stała już Alice.
- Siema
-Yo
-I jak tam z Chazem?
- No wierz… poprosił mnie o chodzenie wczoraj.
-Oo, a ty co na to?
- No jak to co? Zgodziłam się.
Wtem podeszli do nas Ryan, Chaz, Bieber i Chris.
Chaz pocałował Alice w policzek na przywitanie.
B: siema dziewczyny
- Siema
- a zapomniałam, szczęścia wam życzę.
-Dzięki.
B: a ja to nie dostanę buziaka?
K: yyy za co?
.Zrobiłam minę typu WTF.
- Ej no, a już myślałem, że mi dasz.
- haha, nie ma tak łatwo.
- A może jednak mi dasz buziaka?
-Nie
- Czemu?
- Bo nie
- Przecież wierz, że tego chcesz
- Jak cię pocałuję, to wtedy się zamkniesz?
- Tak
Uśmiechnął się zadziornie.
- To poproszę tu, tu i tu.
- Ej no, raz.
- No dobra.
Cwaniak wybrał miejsce najbliżej ust. No dobra, w końcu go pocałowałam.
- Pasi?
- spoko, ale wolałbym dłużej.
- O matko, nie przeginaj.
Jego koledzy popatrzyli na niego z zazdrością.
- Cieszycie się, że jutro już koniec?
Próbowałam zmienić temat.
Chris: Nawet nie wierz jak bardzo…
I tak jakoś troche gadaliśmy aż do dzwonka. Dzisiaj dałam się nacieszyć sobą Chazowi i Alice, więc gadałam cały dzień praktycznie tylko z chłopakami tak jak wczoraj. Muszę przyznać, że fajnie się z nimi bawiło. Chris i Ryan na przerwie robili se jaja z wiary i udawali parę Geni. Przytulali sięi wgl, czułe słówka na Maksa głosno. Wszyscy się na nich dziwnie gapili. Haha nie mogłam z nich. Jak wyglądali. Hahaha. W pewnym momencie Bieber szybko przysunął się do mnie i objął.
B: Jasmine idzie.
-Spoko.
Spojrzała na Biebera, ale kiedy zobaczyła, ze tuli się do mnie od razu obróciła głowę w inna stronę, że niby tego nie widzi.
B; Haha, nareszcie się odczepiła.
Pocałował mnie w policzek. Ale miłe uczucie.
B: Dzięki, że jesteś.
- spoko, nie ma za co.
Szkoda tylko, ze częściej nie widzimy Jasmine, albo że nie chodzi z nami do klasy, chciałabym dłużej poudawać.
Reszta lekcji jakos nam zleciała. Po szkole miałam jechać z Alice po New buty. Pojechałyśmy do galerii. Bieber postanowił, że po drodze nas podwiezie, a potem wróci do domu, bo ma tam coś do załatwienia. No dobra, zgodziłyśmy się. Skoro Bieber nie jechał z nami to Chaz też został w domu.
Pochodziłysmy po sklepach, ale tym razem tylko z butami, bo musiałam być ,,trzeźwa’’ jutro (inaczej wyspana czy coś). Chodziłysmy dośc długo po sklepach, ale nie mogłam znaleźć pary, która by mi przypasiła. W końcu znalazłam to:
Od razu rzuciły mi się w oczy. Musiałam je kupić. Opłacało się tyle szukać. Poszłyśmy jeszcze tradycyjnie na pizze, bo po tym wszystkim byłyśmy głodne. Moja mama odwiozła nas potem do domów. Tak koło 18:30 byłam już w domu. Wzięłam prysznic i przebrałam się. Założyłam jeansowe szorty, biały top i sweterek zapinany na guziczki. Była taka piękna pogoda, więc wyszłam se na spacer.
Obeszłam chyba całe osiedle. Widziałam miejsca, w których jeszcze nie byłam. Postanowiłam już wracać, bo było juz ciemno i troche sie bałam bo byłam sama i właściwie to nie wiem gdzie byłam.
Szłam tak jak wcześniej przyszłam. W pewnym momencie ktos chwycił mnie za nadgarstek. Myslałam, że to Justin. Obróciłam się. Okazało się, że się myliłam. To nie był Justin, ale jego twarz była mi jakas znajoma. Przypomniało mi się. To był mój były chłopak Adrian.
K: Czego chcesz?
-A nie wierz kotku? Nie pamiętasz mnie?
Zaczął mnie całować, ale go odepchnęłam.
- Oj, jakas ty zadziorna (haha, jak to brzmi xdd). Nie mów, że tego nie chcesz słońce.
-Spierdalaj.
Odeszłam od niego i poszłam se, ale on złapał mnie za biodra i przysunął do siebię.
K: Czego kurwa chcesz?
- Nie wierz skarbie?
- Nie, skończyliśmy już dawno ze sobą i nie mamy już o czym gadać.
- Jak to nie?!
Zaczał całowac mnie po szyi, ale ja się wyrywałam. Złapał mnie z całej siły, przylgnąła mnie do sciany i nie chciał puścić. Zaczął gładzic swoja ręką moje uda, a ja zaczęłam go kopac i wgl. Frajer, nie chciał mnie wypuścic.. Nie miałam już siły. Zaczęłam płakac, bo nie dawałam mu rady. Powoli ściągał mi sweter i dobierał się do ramiaczek mojej bluzki.
- Błagam, zostaw mnie.
Mówiłam, cały czas z łzami w oczach. Bałam się, że mnie zgwałci czy coś, bo do tego zmierzał.
B: Zostaw ją!
To był Justin. Adrian niestety nie robił sobię nic z tego i dalej wiecie…
Bieber podbiegł do niego i odepchnął go ode mnie. Adi był strasznie zły na Justina.
A: Spadaj, to moja dziewczyna, ona tego chce!
B: cos mi się nie wydaje!
Adrian rzucił się na Biebera i zaczęli się tłuc. O kurde, nie wiedziała co zrobić. Próbowałam do nich podejść.
B: Nie ruszaj się.
? I tak jeżdZrobiłam jak kazał. Bałam się o Justina. W końcu walnał go, tak że poleciała mu mocno krewi uciekł. Ja nadal płakałam. Biebs podszedł do mnie i mnie przytulił.- już dobrze, nie płacz
Wtuliłam się w niego.
-K: Dziękuję.
Przytulił mnie jeszcze mocniej.
K: Nic ci nie jest?
B: Nieee.
K: Masz lekko rozciętą wargę.
Dotknęłam koniuszkami palców jego ust.
- to nic. A tobie nic się nie stało?
- Nie.
- To najważniejsze.
- Dzięki tobię, dziękuję.
- Nie ma sprawy, Nie pozwoliłbym aby ktoś ci coś zrobił.
Jego oczy znowu nabrały takiego ciepła i wrażliwości.
- Justin…?
- Tak?
- wracajmy już do domu.
- Ok.
Przez całą drogę mnie tulił. Nie mówię, że mi się nie podobało (xd). Przy nim czułam się bezpiecznie.
- z kad wiedziałeś, że tu jestem?
- Wracałem od kolegi i miałem takie przeczucie, że coś z tobą jest nie tak, więc postanowiłem to sprawdzić.
- Acha, kocham te twoje przeczucia. Jeteś kochany, jeszcze raz dziękuję. Gdyby nie ty, to nie wiem co by się stało.
- Spoko, po raz kolejny nie ma sprawy.
Uśmiechnęłam się do niego.
B: Jedziemy jutro razem do szkoły? I tak jeżdżę sam.
- Spoko.
- To o 9:40 będę czekał.
-Ok.
Gdy wróciłam była już 20.00. Napuściłam wodę do wanny z babelkami. Dobrze mieć swoja własną łazienkę, nie muszę się spieszyć, kiedy ktoś chce skorzystać. Pościeliłam łóżko.
- Mamo wyprasujesz mi na jutro koszulę?
- Dobrze kochanie.
Wzięłam mój nowy pachnący ręczniczek i poszłam do łazienki. Zakręciłam wode i wlałam do wanny jakies różne olejki i pachnidełka. Włączyłam moje radyjko i wpełzłam do wanny. Wzięłam długą odprężającą kapiel.
Po jakiejś godzinie już wykąpana wylazłam.
-M: Kornelia, ktoś do ciebię !
-Zawinęłam się ręcznikiem i szybko zeszłam na dół.
Kurwa, kto o tej porze się do mnie dobija?!
Moja mama miała trochę dziwny wyraz twarzy, na widok mojego ,,gościa’’.
Podeszłam do drzwi.
- What?
- Siema. Dopiero po kapieli?
- Tak, a coś chcesz?
- Bo jest taka sprawa…
-Wal.
Jaką msz ładowarkę do fona, bo mojej jakoś nie mogę znaleźć, a wierz telefon mi padł, a co by było gdyby zadzwonił Usher czy kto inny?
- No dobra, chodź pokażę ci.
-Dzięki.
- Spoko.
Dałam mu ładowarkę i wrócił do swojego domu.
Wysuszyłam włosy, nałożyłam balsam na nogi i poszłam spać.
***
Nareszcie spisałam!!!
Szczerze mówiąc, to te rozdziały pisze od razu jak skończe ostatni, ale pisze je zazwyczaj na lekcji, bo mi się nudzi a potem nie chce mi się ich spisywać, dlatego tak długo. Piszę juz 10 i jestem w połowie, o to się nie martwcie;pp Gorzej z spisaniem ;//
Dobra, już nie nudzę..
Ten rozdział dedykuję dla Cytrusa .!!!
Dzięki ;*
OdpowiedzUsuń